Czesław radzi

Dobra rada

22.06.2016

Gdy byłem jeszcze kociakiem i moja Pani przygarnęła mnie pod swój dach, często podczas zabawy próbowała zaglądać do pyszczka, uszu oraz oczu. Okropnie irytowała mnie ta nadmierna ludzka ciekawość, ale szybko dałem się przekupić, gdy moja cierpliwość została doceniona pysznymi przysmakami. Może powinienem być bardziej nieustępliwy, ale w końcu to moja Pani. Ona zawsze dba o mnie i karmi. Dziś gdy już jestem dorosłym kotem wiem, ze robiła to z troski o moje zdrowie. Dzięki tym zabiegom wiele razy szybko rozpoznała przyczynę moich cierpień i zabrała do kliniki.

kot

kot